NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Tra la la, tra la la Pani Dyrektor rację ma, Pani Dyrektor, Pani Dyrektor jako dyrektor nie jest zła!

Bo w życiu jak w sztuce, prawdy nie poznasz.

Renata Borowska-Juszczyńska, te trzy wyrazy pieszczą moje uszy, bardziej niż poezja młodopolan, bardziej niż wszystkie symfonie Mahlera razem wzięte. Umysłowość, po prostu cud, wdzięk i czar na 102! A nade wszystko ten upór wyprowadzenia teatru na szerokie wody, budzenie publiczności z marazmu, choć w krajach ludzkości jeszcze noc ciemna, wszystko to bardzo imponujące. Słowem anioł nie kobieta! A przy tym ten zmysł, wyczucie i gust, wrodzone poczucie piękna, dobroci i prawdy. Jak tu nie wielbić takiej Istoty?



Ale na jaką okazję te jamby i akanty, słowa zachwytu i adoracji? Otóż powód jest prosty, Pani Dyrektor raz kolejny ofiarowała mi chwilę wzruszeń niepospolitej miary. Po kolejnym, niezwykłym sezonie operowym w Poznaniu, obfitującym w tak spektakularne sukcesy jak „Parsifal” Ryszarda Wagnera w fenomenalnej wprost inscenizacji duńskiej grupy „Hotel Pro Forma”, oryginalnej partyturze „Portretu” pisanej ręką Mieczysława Wajnberga, genialnym i barwnym „Don Giovannim” inscenizowanym przez geniusza sztuki operowej Pippo Delbono, aż po obejrzany wczorajszego wieczoru operowy samograj „Carmen” Bizeta.

Wszystkie te ogromne sukcesy, jednogłośnie okrzyknięte przez publiczność i krytykę, których sława w cały kraj już poszła, kto wie, może już nawet w słonecznej Italii, Berlinie i Nowym Jorku o nich nieśmiało się szepcze?
Wszystko to rodzi we mnie niewysłowione poczucie szczęścia, że żyć mi przyszło w kraju nad Wartą, gdzie gryka i świerzop, gdzie miód i mleko, gdzie dolary zamiast deszczu, a przede wszystkim teatr operowy, prowadzony tak sprawnie i mądrze, że lepiej już się nie da, co chwila przychodzi do mnie we snach i szepcze, za rok może dwa, addio del passato...
Trwa ładowanie komentarzy...