O autorze
Muzykolog i krytyk muzyczny. Zajmuje się głównie muzyką XIX i pierwszej połowy XX wieku, a także jej recepcją. Z pasją poświęca się badaniom współczesnego teatru operowego. Był związany z poznańską redakcją „Gazety Wyborczej”, której był stałym recenzentem, publikował w Kwartalnikiem Kulturalnym „Opcje”, oraz "Ruchu Muzycznym". Chronicznie nie znosi dźwięku klawesynu i muzyki organowej, szczególnym uczuciem darzy muzykę Gustava Mahlera i Dymitra Szostakowicza. Członek Centrum Badań nad Teatrem Muzycznym Uniwersytu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Stoi dziewczę nad strumieniem, wierzy w wróżby cud. Rozmowa z Krystyną Jandą przed premierą „Strasznego dworu".

Krystyna Janda w czasie prób do "Strasznego dworu"  fot. Joanna Miklaszewska
Krystyna Janda w czasie prób do "Strasznego dworu" fot. Joanna Miklaszewska https://www.facebook.com/51712213900/photos/pcb.10152638563203901/10152638562268901/?type=1&theater
- Lubię operę w ogóle. Nie czuję potrzeby jej rewolucjonizowania. Klasyczne wystawienia wierne epokom sprawiają mi największą radość i przyjemność. Nie interesują mnie "pomysły" reżysera i awangardowe rozwiązania, uwspółcześniania na siłę.

Pamiętamy Pani kreacje w roli Marii Callas przed kilku laty. Czy to był początek Pani zainteresowania operą, jak Pani pracowała nad tą rolą i czego postać Callas Panią nauczyła, jaki obraz opery, teatru operowego, wyniosła Pani z tego doświadczenia?



Pracując nad rolą Callas zajmowałam się nią, człowiekiem, przede wszystkim, ale przy okazji poznałam całą Jej twórczość a co za tym idzie literaturę operową Jej dotyczącą. Spędziłam wtedy rok słuchając bez przerwy wielu interpretacji oper w których śpiewała i stałam się znawczynią całej fonografii Jej dotyczącej. Ale nie było w tym nic więcej. Przygotowywałam się gruntownie do roli, przy okazji poznając świat opery i jej kulisy. Wcześniej zagrałam we francuskim filmie „Vertige” śpiewaczkę operową , przygotowującą się do roli Zuzanny w „Weselu Figara” . Był to film o operze, jej kulisach, a przede wszystkim o kruchości i wrażliwości artystów, w tym wypadku śpiewaków operowych. Grałam śpiewaczkę która traciła głos na skutek drobnego incydentu zakulisowego. Rzeczywiście sprawa głosu i dyspozycyjności wydaje mi się dominująca, to jakoś we mnie zostało. My w teatrze -tylko mówiący mamy dużo łatwiej. Choć i tu i tu , i świecie opery i teatru jest jakaś wielka wspaniała tajemnica, jakiś czar nie do wysłowienia.

Współczesny teatr operowy zdominowany jest przez rolę i znaczenie reżysera w kształtowaniu nie tylko danego, określonego spektaklu, ale także w budowaniu wizerunku opery jako niezwykle interesującego medium, pełnego sprzeczności ale fascynującego. Czy kiedykolwiek wcześniej, przed decyzją reżyserowania „Strasznego dworu” w Łodzi, myślała Pani o zmierzeniu się z operą w roli reżysera?

Miałam kilkakrotnie wcześniej propozycje z dwu oper, ale nie zdecydowałam się na pracę. Były to propozycje reżyserii oper historycznych a mnie ewentualnie interesowałby antyk lub właśnie polska opera, na której się wychowałam. No może jeszcze Mozart. Co do reżyserii … Lubię operę w ogóle. Nie czuję potrzeby jej rewolucjonizowania. Klasyczne wystawienia wierne epokom sprawiają mi największą radość i przyjemność. Nie intersują mnie " pomysły" reżysera i awangardowe rozwiązania, uwspółcześniania , na siłę. Musi być powód. Co prawda teraz robiąc ten " Straszny dwór" przeniosłam akcję sto lat później, umiejscowiłam ją w czasie kiedy Moniuszko pisał utwór, tuż po klęsce powstania styczniowego, ale wydało mi się to potrzebne. Akcentowanie patriotyzmu, honoru, tradycji narodowych i polskości wydawało mi się bardziej wyraziste w czasach romantyzmu niż w wieku XVIII. Marzyłam żeby zrobić smutno – radosną operę Grottgerowsko-Fredrowską. Nie wiem, zobaczymy. Na razie jestem tak zachwycona że całymi dniami słucham tego wspaniałego utworu, że nie chce mi się przerywać żeby cokolwiek reżyserować.

Wielu reżyserom zarzuca się niezrozumienia muzyki, którą "wystawiają" na scenie, a nawet niechęć do niej. Na świecie, a szczególnie w niektórych krajach i ośrodkach, np. w Niemczech, Holandii, czy w teatrach francuskich, nie ustaje debata nad prymatem muzyki, śpiewu nad teatrem, lub odwrotnie. Czy ma Pani w tej kwestii jakąś własną diagnozę, czy wpisuje się Pani w tę debatę, po której staje Pani stronie?

Jak powiedziałam to co słyszę i co ludzie będą słyszeć, jest dla mnie najważniejsze. Moim zadaniem jest sprawić żeby ludzie zrozumieli intrygę, przejęli się nią i żeby wspaniale im się słuchało oglądając. A co do dyskusji, wydaje mi się że można pogodzić muzykę i śpiewanie z teatrem. Inscenizacje przeszkadzające utworowi, uważam za fanaberie a nawet niedojrzałość. Żyjemy w czasach kiedy reżyserzy i operowi i teatralni biją się o pierwszeństwo na plakacie przed wielkimi często artystami sceny i opery.

Co dla nas dziś, w początkach XXI wieku znaczy, Pani zdaniem, staroświecczyzna opery Moniuszki, apoteoza cichego domu, pełnego miłości do dawnej tradycji i honoru polskiego oręża, dawnej świetności...Czy to jest już tylko skansenem, czy jakieś nowe źródło np. patriotyzmu?

Znaczy wiele i w tym upatruję wielką urodę. Będę to podkreślać z całych sił, rozumiejąc że słowo staroświecczyzna jest tu rozumiane jako tradycyjność. Kocham ten utwór , mogę go słuchać bez ustanku. Już teraz martwię się co będzie kiedy skończę próby i znów wrócę do dramatu gdzie cisza jest największą siłą. Patriotyzm? I ja i większość widzów ma mokre oczy za każdym razem kiedy słyszymy tę muzykę, czy to patriotyzm? Może.

Jak Pani pracuje ze śpiewakami? Co się dzieje, gdy na przeciw siebie stają primadonna opery i primadonna teatru, czyli Krystyna Janda?

Staram się im nie przeszkadzać. Staram się aby ich śpiewanie wynikało naturalnie z myślenia, uczuć i sytuacji. Żeby błyszczało i miało harmonijną i sensowną oprawę. Choć czuję potrzebuję żeby śpiewali do siebie a nie do publiczności kiedy dialogują. Do publiczności "pozwalam" się odwracać na arie, tzn. monologi. A na koniec, czuję się na tych próbach jak zachwycone dziecko w sklepie z zabawkami. Często ktoś z asystentów czy choreograf mówią -przerwij, miałaś zmienić tu sytuację – a ja odpowiadam – Nie! Niech śpiewają! Potem ich poproszę o zmianę. Do premiery jest dwa tygodnie. Dużo pracy przed nami. Zobaczymy.
Trwa ładowanie komentarzy...